poniedziałek, 12 marca 2018

kometa Bailejów

Realizujący wczorajsze Nawiedzone Studio Szymon Dopierała uspokajał, że o pierwszej po północy też nas słuchają. Być może, tylko dlaczego taka cisza na Facebooku, a i telefonem też musiałem potrząsnąć? A może by wprowadzić do audycji jakieś elementy skandalizujące?, nie będzie tak nudno, jak teraz. Albo disco polo. Szymon zapewniał, że wielu współczesnych żaków balanguje przy dance/disco polo. Się porobiło. Teraz wiem, dlaczego przy Jerzym Milianie i The Alan Parsons Project dobiegało chrapanie.
Wczorajsza droga powrotna z radia nieco dłuższa, ale przyjemna i pouczająca. Gdy tylko Szymka odstawiliśmy pod dom, pan kierowca zrobił się jeszcze rozmowniejszy. Może dlatego, że wcześniej go z Szymkiem nie dopuszczaliśmy do głosu? Dryndziarze lubią ponarzekać, nawet jeśli w nocy można tylko pomarzyć o korkach.
Pan taksiarz słuchający w autku Vox FM oznajmił, że mam podobny głos do jednego z tamtejszych prowadzących. Nie pamiętał tylko nazwiska, choć ono i tak niepotrzebne, wszak z dumą współczesnego radia nie słucham. A straszne rzeczy w tych nocnych FM grają, oj straszne. Po krótkiej pogawędce, w której udokumentowałem się jako kompletny ignorant, panu taksiarzowi zechciało się mnie radiowo poinstruować. A to, że nocne pasma sączą się z komputera, jak też, że nikogo w studiach radiowych o tak późnej porze już nie ma... Naprawdę? 
Przejeżdżając chwilę wcześniej ul. Berwińskiego, tuż obok Radio Poznań, faktycznie w radiowym budynku ciemnica, zupełnie niczym dwa metry pod ziemią, no a przecież szafa gra poprzez przekaźniki nieprzerwanie, a czasem nawet ktoś przy mikrofonie zagada... Demony jakie, czy co?
Dużo wczoraj upchnąłem, ale zawsze na coś czasu zabraknie. Najgorsze, że w domu jeszcze pół kartonu z nowościami nietknięte. Nie pędzę jednak, nie dam się pogonić, nic z tego. Wszystkiego muszę uczciwie posłuchać. Raz, drugi, trzeci... Polubić, pokochać, i dopiero wówczas z płytą jedną czy drugą do radiowego odtwarzacza.
Od rana zapuściłem w robocie dawno niesłuchany kompakt Baileys Comet "Judgement Day". Tak mnie jakoś naszło. W przeszłości często serwowałem taki kapitalny numer "Revolution". Wypisz wymaluj Thin Lizzy. Zresztą, Brytyjczycy byli fanami Phila Lynotta, i to słychać na każdym kroku, jednak w tym kawałku jakoś szczególniej. Szkoda, że cała zabawa skończyła się tylko na jednej - mocno już dzisiaj zapomnianej - płycie. Wytwórnia Frontiers już pomału bywała rozpoznawalna, ale wciąż jeszcze w powijakach, mocno więc podpierała się pomysłami od zaprzyjaźnionych, a później wchłoniętych labeli Now & Then oraz Point Music. Ale się teraz rozmarzyłem. Kto te stajnie dzisiaj pamięta? Kto w ogóle jeszcze przykłada wagę do wytwórń? Dzisiaj liczy się potok muzyki, a niech gra, niech zabija ciszę... Niestety, tylko ja zawszę lubię wiedzieć, kto, co, dlaczego?
BAILEYS COMET
Z wyciętej wówczas ulotki o Baileys Comet przeczytałem: "The hottest new sensation in the british hard rock scene! Between Dare and Thin Lizzy... the celtic spirit is back!!!". Nie, nie ma błędu, oni naprawdę w Rock Hard doszukali się w Baileys Comet elementów grupy Dare. A przecież w tamtym czasie ekipa Darrena Whartona grała już delikatniej. Hmmm... każdy jednak słyszy swoje. 
Spójrzmy na tytuły: "Emerald Isle", albo "Wild One", już same one pachną Thin Lizzy. I choć "Wild One" faktycznie stanowiło za hołd dla cudownych Irlandczyków z Północy, to ich coverem nie było. Fajne granie. Pamiętam, że w tamtych latach nawet powstał u nas fan klub zespołu. Ktoś z niego się nawet ze mną kontaktował, jednak po latach już nie pamiętam szczegółów. 
Za tydzień w Nawiedzonym mniej łojenia, na rzecz twórczości eleganckiej i wysublimowanej. Przygotuję taką audycję, że wnukom będziecie opowiadać :-)








Andrzej Masłowski
 
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od godz. 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań 
 
"Nawiedzone Studio dla tych, którzy wiedzą, co w muzyce najpiękniejsze"